Menu Główne

Tematyka chrześcijańska

Koncepcja Witryny

Spadający satelita

PDFDrukujEmail

Artykuł ten, a raczej refleksja, nie jest bezpośrednio związany z kreacjonizmem. Nadaje jednak ciekawy kontekst rozważaniom z nim związanym. Napisany został w lutym 2007 roku i dotyczył małej sensacyjki medialnej, jaką był spadający satelita USA 139.

W połowie lutego media w Polsce, z sobie charakterystyczną nutką sensacji, ogłosiły że niedługo na Polskę może spaść uszkodzony, amerykański satelita szpiegowski. Wkrótce emocje opadły i okazało się, iż prawdopodobieństwo takiej katastrofy są tak naprawdę minimalne. Mimo to zdarzenie to wywołało we mnie ciekawą refleksję: zadziwienie nad ludzką pychą.

 

14 grudnia 2006 z bazy Sił Powietrznych USA w Vandenberg w Kalifornii wystartowała rakieta, która na wysokości ok. 350 km nad ziemią umieściła amerykańskiego satelitę szpiegowskiego, znanego obecnie jako USA 193. Ten naszpikowany elektroniką obiekt stanowił zapewne dumę jednych z najlepszych amerykańskich inżynierów. Nie zmieniło to faktu, że zaraz po rozpoczęciu misji utracono nad nim kontrolę z powodu awarii zasilania komputera pokładowego.

Niby nic szokującego, zdarza się. Ze względu na brak możliwości sterowania tym obiektem, wkrótce zaczęło działać, ustalone przez Boga przy założeniu wszechświata, prawo grawitacji, powoli acz nieubłaganie ściągając go na ziemię. Zadziwiło mnie i zmusiło do refleksji coś innego : zostało zaledwie kilka tygodni do momentu, gdy ten satelita wejdzie w atmosferę ziemi. A my ciągle (pisze w pierwszej osobie, w znaczeniu my, ludzie - osobiście nie przyłożyłem do tego ręki) nie jesteśmy w stanie określić gdzie spadnie, i to nawet z dokładnością do półkuli (nie mówiąc o kontynencie albo oceanie, kraju czy miejscowości). Ba, nie jesteśmy w stanie określić kiedy (różne szacunki dopuszczają różnice w tygodniach). Więcej, nie wiemy czy w ogóle spadnie, czy może spłonie w atmosferze. Na wszelki wypadek zdecydowaliśmy się go zestrzelić, bo w większej ilości kawałków jest większa szansa że spłonie w atmosferze.....

Niby nic w tym dziwnego: to dość złożone zjawisko, wręcz nie możliwe do precyzyjnego wyliczenia. Musimy posługiwać się przy tym prawdopodobieństwem i statystyką. Oczywiście, im bliżej "godziny zero" tym bardziej dokładnie jesteśmy w stanie określić szczegóły.

Reasumując nie jesteśmy w stanie powiedzieć nic dokładnego o najbliższym losie obiektu, który sami zbudowaliśmy i wysłaliśmy w kosmos. Uważamy natomiast, ze mamy pełne prawo i wiedzę do tego, aby wyrokować na znacznie bardziej złożone tematy, na przykład tego jak i kiedy powstał wszechświat! Ile jest wiec warte nasze poznanie ? Na ile możemy nasze, własne słowa traktować jako pewnik ? Dlaczego uznaliśmy, że nasza wiedza pozwala nam na postawienie naszego poznania ponad Stwórcą: no bo w końcu nic innego nie robimy, wyrzucając Go z naszej wizji świata, lub interpretując słowa prof. Wolszczana (polskiego astrofizyka o światowej sławie), dopuszczając Jego istnienie tylko w tych strefach, które uznajemy za niewystarczająco wyjaśnione przez naukę ?

 

 

joomla template
Copyright © 2018 Aleksander Barański. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem dostępnym na licencji GNU GPL.